Rozmyślania

Nie do zastąpienia?

Mówi się „nie ma osób niezastąpionych”. Pewnie, zgadzam się całkowicie. Z drugiej strony, może miło byłoby o sobie pomyśleć, że jest się nie do zastąpienia?

Lądujemy na zwolnieniu lekarskim i bach, tragedia, nikt sobie nie umie poradzić,  tysiące telefonów i maili, same nerwowe sytuacje, sprawy ciągnące się od tygodni, a ty to wszystko łagodzisz, no bo przecież taki problem, to nie problem i jak to się nie da? Da się, wszystko się da.

Może i świadomość tego byłaby przyjemna dla pracoholików, dla takich osób, dla których życie przed pracą i po pracy nie istnieje, dla których liczą się tylko praca, terminy, zarobki i tysiące trudnych słów, których nie rozumiem. (Btw. rozsyłając cv nigdy nie rozumiem o jakie stanowisko chodzi, nie ma już normalnych zawodów?)

Ja też trochę pracuję, nawet się zastanawiałam czy nie jestem pracoholiczką, bo ta praca jakoś tak w ostatnich miesiącach bardzo zdominowała moje życie. Fakt jest taki, że nie umiem odpoczywać – ale to chyba bardziej kwestia charakteru? Jednak skoro mam czas na wychodzenie z domu, spotykanie się ze znajomymi, różne projekty zarówno przed pracą, jak i po, to chyba nie jest tak źle? Moje wszystkie rozmowy nie toczą się wokół pracy. Średnio interesuje mnie ile kto zarabia. Wolę ekscytować się tym, kto ma ile dni wolnych (im więcej, tym lepiej) i jakie wyjazdy planuje, niż tym, kto dostał więcej maili, czy odebrał więcej telefonów.

Generalnie pracować trzeba, ale kto z nas ma pracę marzeń? Większość z nas niestety swoje aktualne zajęcie traktuje jako moment przejściowy, który nie wiadomo kiedy przeradza się szybko w kilka lat frustracji spędzonych na danym stanowisku w firmie, której nie szanujemy, u szefa, którego nie lubimy, w branży, która nas nie interesuje za pieniądze, które nas nie satysfakcjonują. Ponoć idealna praca, to taka w której zachodzi równowaga między trzema warunkami: pozytywną atmosferą, dobrymi zarobkami i możliwością samorozwoju. Jeśli dwa warunki z trzech są spełnione, to jest nieźle. U mnie wygląda to średnio, a jak u Was?

Kurde, co się dzieje z tym światem? Do czego to wszystko zmierza? Przeraża mnie wydłużający się nieustannie czas pracy, praca w weekendy i święta, wieczna dyspozycyjność i dostępność o każdej porze dnia i nocy, bo przecież terminy, terminy, terminy, konieczność ciągłych awansów i dodatkowego kształcenia, durne szkolenia, niepłatne nadgodziny, premie uznaniowe, dodatki motywacyjne. Błędne koło – czy to jest to, czym naprawdę chcę sobie zaprzątać głowę na co dzień? Czy to ma stanowić o tym, jakim jestem człowiekiem i jak spędzam swoje życie?

Do dupy. Czasami żartuję, że nie wymyślono dla mnie jeszcze pracy, którą mogłabym wykonywać. Ale tylko jak mam dobry humor. Bo w rzeczywistości wiem, że pracowałam już w kilku miejscach, różnych branżach i kurczę to zawsze nie to. Trochę się tego boję i trochę mnie to przygnębia, bo jak tu znaleźć swoją drogę, swój pomysł na siebie, na życie,  skoro czasu coraz mniej i energii jakoś też? Pracuję, bo lubię, bo muszę, bo chcę, no i kocham to, że nie jestem zależna od tych wszystkich układów, układzików, że  żaden szef nie ma nade mną realnej kontroli, ale z drugiej strony mam jednak jakieś względne poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. Wszystko super, tylko czasem się zastanawiam: jakim kosztem? Nie jestem w stanie zazwyczaj jednego dnia naprzód zaplanować i pewnie – to czasem też jest super, ale czasem… myślę sobie, że na dłuższą metę tak się po prostu nie da.

Jak zwykle wszystko sprowadza się do dwóch banalnych wniosków, których kompletnie nie potrafię zaakceptować

po pierwsze: jak się chce, to wszystko można. (Tylko, że mało komu jeszcze się chce…)

po drugie: wszystko ma swoje plusy i minusy. (Tylko, że ja chcę wszystkiego.)

PS. Bardzo bym marzyła o tym, żeby mnie zastąpili w tej pracy na czas mojej nieobecności, nie pisali i nie dzwonili, a ja po tym swoim zwolnieniu i wypoczynku wróciła do pracy jak na skrzydłach (chociaż z chodzeniem nadal kiepsko, więc może latanie to lepszy pomysł?), a na biurku zamiast sterty zaległych papierów czekało nic. Pustka, czysty blat.

Kurde, nie chcę być nie do zastąpienia, w nosie to mam!

m600xd

Brakuje tylko komputera…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s