Rozmyślania

Beznadzieja. Dodupiastość. Rzygowatość.

Tytuł to cytat. Piękny.

Wszystko nie tak. Niby stara prawda, że jak się wali, to wszystko naraz, ale kurczę, czemu tak często? Ciągle pod górkę. Praca teraz określa moje życie, ciągle tylko ta praca i praca, a średnio raz w tygodniu dostaję taką wiadomość, że zwala mnie z nóg. Ledwo wyplączę się z zaległości, to od razu dostaję nowe obowiązki. Z prawami już gorzej.

Im dłużej pracuję, tym jest trudniej. Tylko wkładam w to pracy, energii, zaangażowania, nawet serca, a tu ciągle coś nie tak. Ilość wykonywanych i dobieranych połączeń telefonicznych mnie przytłacza. Wejście na służbową skrzynkę mailową powoduje prawie, że palpitacje serca, a zredukowanie liczby nieprzeczytanych wiadomości do poniżej 10 graniczy z cudem i przysparza mi prawdziwej radości. Każda wiadomość ciągnie za sobą ileś kolejnych rzeczy do wykonania i sprawdzenia, przefaksowania, odhaczenia, wydrukowania. Wprowadzenia do systemu, uzupełnienia w tabelkach, włożenia do akt. Biurokracja? W zeszłym miesiącu miałam gigantyczną nieprzyjemność przekonać się na własnej skórze co to w praktyce oznacza. Tony papieru, nikomu niepotrzebnej makulatury, bo ciągle i tak piszesz to samo, tylko innymi słowami, a przecież nikt tego nie czyta.

Powoli alergicznie reaguję już nie tylko na słowa „bank” i „komputery”, ale też „lekarz”, „bhp”, „zus”.

Dochodzi do tego, że marzę o odwyku od świata, zniszczeniu telefonu, spaleniu dokumentów, wyrzuceniu komputera z trzeciego piętra. A każda próba kontaktu ze mną powoduje we mnie rzeczywisty lęk, że znowu ktoś ode mnie czegoś chce w służbowych sprawach.

Muszę przewartościować swoje życie. Nabrać dystansu. Głęboko oddychać. Wiele oczekuję od tego wyjazdu, który na razie zbliża się bardzo powolnymi krokami. Tutaj już nie mam siły żyć, jestem permanentnie wykończona. Pewnie będę tego żałować. Pewnie tam też nie jest wesoło. Pewnie jak zwykle cechuje mnie idealistyczne i naiwne podejście do życia. Tylko, że ono jest moje, więc dajcie mi trochę pomarzyć.

Wszyscy mówią, że już nie wrócę. Że kogoś poznam i już nie będzie do czego wracać. Chciałabym, żeby chociaż coś z tych waszych przepowiedni się spełniło…

Czasem już nie mam siły wierzyć, że to szczęście idzie do mnie powoli, bo jest duży i idzie małymi krokami. Czy jakoś tak. W końcu jestem szczęśliwa. Tylko w takie dni jak ten nie wiem czy się śmiać czy płakać.

Pozdrawiam znad węgierskiego wina.

Czuję się tak, jakbym chciała wyizolować się od życia na zawsze. Zmarznąć. Zapić. Zahibernować. Zwał, jak zwał.

8d607ccdc77702354a8566ee39a7969b_original

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s