Rozmyślania

Moje życie to żart.

Wczoraj znowu usłyszałam od dwóch osób, że powinnam pisać. Jak tylko uczynić z tego mojego pisania fascynującą lekturę, kiedy wszystko na co mnie stać, to opisywanie moich mniej lub bardziej żenująco-durnowatych przygód i rozmyślań na prawie każdy temat?

Nie ma żadnego takiego obszaru, w którym byłabym ekspertem, nie umiem się skupić tylko na jednej rzeczy. Jak to zrobić i np. zdecydować się, że od dzisiaj będę podróżnikiem i będę pisać tylko o podróżach? Albo że zostanę krytykiem muzycznym i zajmę się tylko recenzowaniem płyt i koncertów? Albo, że będę pracować w jakiejś fundacji i moją pasją stanie się tylko pomoc społeczna? Fuck, czy ktoś w ogóle tak ma, że potrafi wybrać tylko jedno?!

Ale nie chciałam o tym… Znowu. Ostatnio nieustannie towarzyszy mi myśl „Moje życie to jest jakiś żart”. Nie wiem co prawda kto jest takim żartownisiem, ale nawet mi to nie przeszkadza wielce. Też staram się podchodzić do wszystkiego z poczuciem humoru. Czasem żałuję, że nie towarzyszą tym moim „przygodom” (to nieodpowiednie słowo, ale nie wiem jak to nazwać) kamery i podkład muzyczny. Wiecie tak, jak w filmach. Czasem sobie nawet to wyobrażam, ale potem przypominam sobie, że kim jak kim, ale aktorką to bym być nie mogła. Za ilość dubli zabiłaby mnie chyba cała produkcja.

Tyle rzeczy mi przeszkadza, ale właściwie ja to wszystko lubię. Weźmy przykładowo grudzień. Narzekałam na wigilie – owszem w tym roku zapanował jakiś nowych zwyczaj organizowania wigilii gdzie tylko się da – ale koniec końców okazało się, że nie było tak źle, a za to nasza rodzinna wigilia nie miała miejsca (w tradycyjnym znaczeniu tego słowa), więc te „zakładowe”, „towarzyskie”, „służbowe” wigilie były już jakąś tam namiastką świąt. Bo nie wiem czy wy też tak macie, ale kiedyś to ja czułam, że zbliżają się święta już kilka tygodni przedtem – powoli zauważalne były wszystkie symptomy, od wystaw w sklepach, przez roraty w kościołach, muzykę świąteczną w radiu, poprzebieranych mikołajów na ulicach, aż po pakowanie prezentów, śnieg i wreszcie święta. A teraz? Pod koniec listopada zdążę pomyśleć „o niedługo święta” i ani się obejrzę, a już jest po i znowu jestem w pracy (btw. system nie działa, więc to moje bazgranie i niepracowanie jest całkowicie uzasadnione).

Ale wracając do tematu grudnia – narzekam też ciągle na nakład obowiązków i ilość pracy. No ale bądźmy szczerzy, przecież ja to lubię. Nie powiem, że kocham, bo nie jest to praca marzeń i zdarzają się takie dni, że nie mam już siły na nic, bo sztuki teleportacji jeszcze nie opanowałam, ale koniec końców – nie jest tak źle. Za to lubię to, że codziennie coś się dzieje. A moje robienie wszystkiego na ostatnią chwilę i improwizowanie jakoś ciągle zdają egzamin, a to jest nawet odrobinę zaskakujące, statystycznie rzecz biorąc pewnie już dawno powinno się coś posypać?

Nie cierpię natomiast zdania, które słyszę wielokrotnie „Jak ty to robisz?” Przecież to banał: wystarczy tylko chcieć. Wszystko zależy od priorytetów. Ja dla spotkania z przyjaciółmi potrafię zrezygnować z kilku godzin snu: mam nie wyjść na piwo na 2-3 godziny, bo następnego dnia zaczynam pracę o 7:30? Żeby uczestniczyć w jakimś wydarzeniu kulturalnym, na którym mi zależy, zniosę wszelkie niewygody. Po pracy pójdę do kina, żeby być trochę na bieżąco. W niedzielę wstanę rano po sobotniej imprezie, na lekkim kacu, żeby pojechać gdzieś z fundacją. Przykłady mogę mnożyć. Broń Boże nie uważam się za eksperta od życia. Nie mam złotej rady na wszystko. Nie radzę sobie nawet sama ze swoim życiem. Ale dla mnie priorytetami nie są telewizja kablowa, mieszkanie na kredyt, wakacje all inclusive, ślub na 200 osób i samochód. Pieniądze same w sobie to nie cel, to tylko środek do osiągnięcia celu. Tylko, że ja raczej nie rozliczam ludzi z ich finansów i nie zazdroszczę im tych ślubów i domów (tzn. czasami mam takie dni, że trochę zazdroszczę, ale raczej rzadko). W każdym razie bardzo denerwują mnie ludzie, którzy z wszystkiego rozliczają mnie: nie wiem czy to wynika z zazdrości, ze smutku, z samotności. Ale mam po prostu dość tych komentarzy i pytań „Jak ty to robisz?”, „Skąd ty masz pieniądze na to wszystko?”, „Gdzie ty mieścisz tę całą miłość do świata”, „A po co ci?”. Już szczytem szczytów są moi dziadkowie, którzy na pewno mi podróży nie zazdroszczą, ale zawsze pytają „po co ci to, przecież ten pociąg taki niewygodny, pieniądze bez sensu wydajesz”. Aaaaa ratunku…

Grudniowe migawki:

Fundacja, spotkanie z Kubą. Wigilia WTZ. Spotkanie rodzinne u wuja Gienia. Wieleń. EMS – projekt Leo. Wywiad z Anią dla pana z Uni Bremen. Gala Fundacji. Berlin i grzane wino. Kolejna wizyta w przytulisku. Wesele Figara w operze. Spotkania wigilijne w szkole, Mohamed. Love Rosie w kinie. Spotkanie wigilijne na uczelni – razy 3. Dwunastu Gniewnych Ludzi w Teatrze Nowym. Spotkanie po latach w Proletaryacie i Kultowej. Bilety na AC/DC. Hobbit, pierwsza noc w kinie w życiu. Wigilia u znajomych, a przedtem przygoda ze znalezieniem telefonu i otrzymaniem prezentu. Spotkanie rodzinne numer dwa – przedwigilia. Święta w Karpaczu, apartament, który nie istnieje, pierwsza wizyta na komisariacie, wyprawa w góry i apokalipsa na szczycie, wiatr, mróz, lód, śnieg, widoczność zero. Wigilia 24.12 przy chlebie z żółtym serem.

To daje w sumie kilkanaście fantastycznych dni, spotkań ze wspaniałymi ludźmi, przeżyć kulturalnych, doznań smakowych i kontaktów fizycznych. I jak tu nie wątpić, że życie jest piękne?

A Sylwester gdzie? Ciągle nie wiadomo, zanim zorientowałam się, że jest tyle wolnego, że można byłoby gdzieś wyjechać, było już za późno na to, by wziąć urlop. Ale to nic, prześladowała mnie myśl, że nie ma co świętować, ale właściwie jest. Oby nic się nie zmieniało i kolejny rok był tak cudowny, jak ten mijający.

Na nowy rok nie życzę ani Wam, ani sobie tysiąca postanowień niemożliwych do zrealizowania. Pozwólcie się zaskoczyć życiu, przeżywajcie ciągle pierwsze razy, zdajcie się na los. Życzę Wam i sobie docenienia tego, co mamy na co dzień i patrzenia z optymizmem w przyszłość – odpowiednie nastawienie naprawdę wiele zmienia (jeszcze nie odkryłam jak to działa, ale działa). I życzę, by zamiast marudzić, zacząć żyć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s