Rozmyślania

Marzenia.

Wszystko i nic

Ostatnio jakoś nie mogę zebrać się, żeby coś napisać.

Krążą mi różne myśli po głowie, ale jakoś tak… nie mam siły. Mogłabym to zwalić na a) przesilenie jesienne (za późno) b) wiosenne (za wcześnie) c) Blue Monday (za późno, zresztą zapomniałam o tym), d) coroczną depresję związaną z przemijaniem czasu. A tam, może powinnam po prostu pogodzić się, że wszystko mogę zwalić tylko na siebie?

Uwierz w marzenia

Zastanawiałam się ostatnio, kiedy moje marzenia stały się marzeniami innych osób. Niby to wspaniałe, że można kogoś zainspirować do zmiany stylu życia, nowego postanowienia, nauki języka, zmiany wyglądu, podjęcia podróży, cokolwiek. Przecież to powinno być fantastyczne, ale… jakoś tego nie czuję.

Zawsze wierzyłam w marzenia. Dlatego jestem tam, gdzie jestem. Marzenia się spełniają, mają wielką moc, ale niestety później często też okazuje się, że tak naprawdę wcale o tym nie marzyliśmy… Mimo to nie potrafię już wyartykułować swojego marzenia. Nie wiem do czego dążę. Nie wiem czego chcę. Nie stawiam sobie celów, nie jestem konsekwentna, i tak nie byłabym w stanie ich zrealizować. Spełnianie marzeń innych osób i motywowanie bliskich mi osób do dążenia do osiągania swoich celów i realizacji marzeń wychodzi mi jakoś lepiej niż… własne życie, cele, postanowienia, marzenia. Smutne to.

Bez sensu jest to, że czekam na kogoś, kto mi te myśli poukłada. Kocham życie, ale to moje jest jakieś bez sensu. I bez sensu jest to, że czekam na kogoś, kto nada mu sens.

Lata lecą, czas mija, gdzieś tam pracujesz, coś tam czytasz, coś tam robisz, z kimś się spotykasz, wszystko i nic… Moje głębokie refleksje i wieczne analizowanie wszystkiego nie przekładają się w praktyce na nic. Nie się nie zmienia. Nie wychodzę ze swojej strefy komfortu, nie otwieram się w 100% na nowe. Nie wiem co mam jeszcze robić, przecież próbuję.

Wszyscy dookoła jakoś się rozwijają, ja kibicuję, trzymam kciuki, ale… stoję w miejscu.

Nigdy się nie poddawaj

Sama to powtarzam. Np. w pracy. Nie znoszę jak ludzie nie podejmują walki, nie walczą o swoje, jak się łatwo poddają, nic z siebie nie dając i też nic nie oczekując. A co ja robię we własnym życiu? Odpuszczam już na starcie. Nie doprowadzam nawet do takiej sytuacji, bym mogła się poddać. Po prostu z góry zakładam, że się nie uda, więc nawet nie zaczynam. Ja jebię.

Mądrzy psychologowie mówią, że dopóki nie zaakceptuje się samego siebie, nie można poukładać sobie życia z kimś innym. Od półtora roku non stop przerabiam ten temat, non stop przetrawiam wszystko na nowo, ile można? Shit, to nie ma już nadziei?

Piosenka na dziś. Hmm, tak jakby o mnie…

 Kwestia priorytetów

Miałam być teraz w Holandii, ale Misiu jest chory. Cóż, widocznie tak miało być. Nawet nie jest mi jakoś bardzo smutno. Po prostu wszystko to kwestia priorytetów.*

*Chyba powinni mi to wyżłobić na nagrobku.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s