Rozmyślania

Nadmiar. Dostatek. Umiar. I want it all.

I want it all. Kojarzycie tę piosenkę? To tak jakby o mnie.

Spokojny weekend. Tego mi było trzeba? Nie wiem, czy jeszcze tak potrafię, noszę w sobie gigantyczny lęk przed niewypełnianiem czasu. Swoją drogą ciekawe czy istnieje na to odrębne pojęcie, np. brakuczasufobia? 🙂

Wczoraj spędziłam kilka godzin na porządkowaniu starych zdjęć. Ze łzami w oczach. Chciało mi się płakać, że czas tak szybko mija, że to co było, już nigdy nie wróci, że ludzi na starych zdjęciach nie ma już obecnie w moich życiu, że wiele rzeczy się skończyło. A potem płakałam z wdzięczności, że mogłam to wszystko przeżyć, zobaczyć, zwiedzić, poczuć. Że dane mi było być świadkiem wspaniałych rodzinnych wydarzeń, uczestnikiem fascynujących międzynarodowych spotkań, obserwatorem piękna przyrody. Pozwoliło mi to przypomnieć wiele fantastycznych rzeczy, o których zdążyłam już zapomnień. I mam okropne problemy z połączeniem tego w całość, z ułożeniem chronologicznego porządku – ale czy to ważne kiedy? Ważne, że wiem, że to przeżyłam.

Do wywołania uszykowałam prawie 200 zdjęć, głównie z ostatnich 2-3 lat. Tak jestem z siebie bardzo dumna.

I przy okazji mam swoje nowe noworoczne postanowienie: będę teraz więcej dokumentować! Chociaż jedno zdjęcie z każdego ważnego wydarzenia w moim życiu. Bliska jest mi co prawda teoria, że w najpiękniejszych momentach życia nie powstają żadne fotografie, ale mimo wszystko miło będzie za jakiś czas do tego wrócić. Takie emocjonalne jednostki jak ja po prostu często nie myślą o robieniu zdjęć, nie dźwigają wszędzie aparatu, nie spędzają imprez na telefonie korzystając z fejsbóków, snapchatów, whatsappów, itd. tylko dają się ponieść chwili. Pewnie – nie zawsze mi się to udaje, czasem też stoję z boku i czuję się nie komfortowo, mam świadomość, że nie pasuję. Ale z reguły w życiu zatracam się we wszystkim i często nie umiem przestać, nie czuję granicy, nie umiem skończyć. Nie do końca wiem kiedy przestać pić. Czasem nie potrafię wrócić do domu wcześniej, chociaż wiem, że powinnam. Przykłady można mnożyć, także takie w normalnym życiu: jak już zaczną sprzątać, gotować, piec, nie mogę przestać. Piekę dwa chleby naraz i 3 blachy ciasta, a argument, że i tak nie będzie miał kto tego jeść w ogóle do mnie nie trafia. Kiedy jest mój dyżur sprzątania dniami całymi nie mogę się zebrać, a jak już zacznę to sprzątam w takich miejscach, w których nie sprzątał nikt wcześniej. Jak zaczynam kupować bilety na koncerty i planować wydarzenia kulturalne, to zachowuję się jakbym była dzika i szalona jednocześnie: jadę wszędzie, gdzie chcę, i znowu argument, że może by tak jeden weekend spędzić w domu, albo coś odpuścić do mnie nie trafia. Kiedy kupuję książki zawsze obiecuję sobie, że poprzestanę na jednej, tylko tej, której naprawdę potrzebuję, albo ba! Jednak jej nie potrzebuję, przeczytam najpierw te, które zalegają na półce. I co się dzieje? Łatwo się domyślić. W koszyku lądują książki za 300 zł, a ja się śmieję jak głupi do sera. W momencie planowania podróży – to samo, najchętniej co ty dzień kupowałabym loty w inne miejsce w myśl zasady „tam mnie jeszcze nie było”. Kiedy dostaję jakiś większy nieoczekiwany przypływ gotówki mam taką zasadę, że część zawsze przeznaczam na jakieś szczytne cele. W końcu jak nie miałam tych pieniędzy to żyłam, więc teraz skoro spłynęły, to czemuż by się nie podzielić? Tylko, że tu też nie mogę się opanować. I wspieram jednocześnie muzyczny projekt niepełnosprawnych, fundację walczącą ze stwardnieniem rozsianym, sponsoruję malutką część wyprawy na koniec świata i przelewam jeszcze pieniądze na karmę dla króliczków. A potem jeszcze dla kotów i psów, a co! I jak już naprawdę sobie obiecam, że teraz to już nic nie wydam, to dziwnym trafem akurat jak wracam z pracy na wystawie widzę coś, o czym zawsze marzyła moja siostra, w księgarni rzuca mi się w oko jakiś tani kryminał, który zawsze chciała przeczytać, albo klasyka, którą należy mieć, a po drodze zaczepia mnie ktoś i prosi o drobne na obiad… No i jak tu odmówić?

Fakt jest jeden. Oszczędzać nie umiem. Za bardzo, bo trochę jednak sobie oszczędzam (ale potem wydaję na większe marzenia). To pewnie wynika po części z charakteru, po części z tego, na jakim obecnie etapie życiowym jestem, a po części z problemów z organizacją życia.

Ale tak sobie myślę, czemu nie umiem przestać? Czemu nie umiem odpuścić? Co się za tym kryje? Jakiś gigantyczny lęk, że coś przegapię? Że zamiast cieszyć się życiem, będę upijać się w samotności przed komputerem? Strach przed czasem wolnym? Samotnością? Jak myślisz??

Od razu mówię, że zakupoholiczką nie jestem. Centra handlowe, sklepy z ciuchami, gadżety, torebki, buty, kosmetyki, biura podróży mnie zdecydowanie nie kręcą… Ale już hmmm za wizytę w muzeum, żeby zobaczyć 1 (słownie: jeden) obraz Salvadora Dali jestem w stanie zapłacić 10 EUR.

Hmmm, każdy ma swoje priorytety…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s