Małe podróże · Rozmyślania

I want it all, odcinek 24352

… czyli, a kto powiedział, że nie można mieć wszystkiego?

Podejmowanie decyzji wychodzi mi średnio. Żeby nie powiedzieć słabo. Albo, że w ogóle mi nie wychodzi. Z dokonywaniem wyborów też nie jest dobrze, a z dokonywaniem mądrych wyborów to już ogóle.

Jakie jest więc moje wyjście z sytuacji? Przeczekać. Czekam aż ktoś zadecyduje za mnie. Jak ktoś albo coś nie pozostawi mi wyboru. Beznadziejnie? Może i tak, ale w gruncie rzeczy cechują mnie duże zdolności adaptacyjne i totalny brak asertywności, więc zgadzam się na prawie wszystko i niewiele naprawdę mi przeszkadza. Aktualnie głęboko się zastanawiam nad tym, gdzie skierować swoje życie po Lipsku i najbliższa jestem rzucania kostką.

Uwielbiam zdecydowanych ludzi. Takich, którzy wychodząc na miasto od razu wiedzą dokąd iść. Którzy stojąc w supermarkecie nie patrzą 5 minut na stoisko z warzywami zastanawiając się nad tym, co trzeba kupić, a co jest w domu, a w ogóle to co przygotować i co by tu zjeść? I wreszcie mój ulubiony temat: uwielbiam zdecydowanych facetów, którzy wiedzą, czego chcą od życia. Którzy dostają to, co chcą, a przez życie idą przebojem. Absolutnie urzekające. Moja totalna słabość.

Ten weekend pięknie oddaje moje niezdecydowanie i wrodzoną (albo nabytą?) zdolność robienia sobie wiecznie pod górkę (prawie zgodziłam się przyjąć nową pracę na 2 tygodnie, bo akurat mi pasowało, a jak to tak mieć 2 tygodnie totalnego luzu?). 90% moich znajomych mówi: „masz wolny weekend, odpocznij wreszcie”. 10% zdroworozsądkowych znajomych pyta: „a załatwiłaś już to ubezpieczenie? a wysłałaś ten artykuł?” A ja nie potrafię odpuścić i spędzić weekendu sama z sobą. Zrezygnować ze wszystkiego, zająć się pracą. Chyba słowo „odpoczynek” mnie paraliżuje i wywołuje pierwotne lęki 😉

Jeśli więc ktoś myśli, że życie jest wyłącznie pasmem kompromisów i podejmowaniem ciągłych wyborów, bo przecież nie można mieć wszystkiego, to… nic bardziej mylnego. Czasem się naprawdę udaje. Owszem, nie łączę w sobie urody z inteligencją, ale czas wolny wypełniać po brzegi potrafię jak mało kto!

W piątek pracowałam do 19:00, ale zdążyłam jeszcze pójść na wielkie zakupy (czego szczerze nie cierpię i robię najrzadziej jak można), obejrzeć mecz, dotrzeć na spotkanie służbowe i upić się 4 kieliszkami wina w ciągu godziny. A kiedy piszę upić, to naprawdę mam na myśli upić – serio, chyba nie bardzo pamiętam drogę do domu. Spałam całe 2 godziny, bo akurat do mojej współlokatorki przyszli znajomi, a tak się (nie)szczęśliwie złożyło, że pomylili mój pokój z łazienką i jak gdyby nigdy nic wparowali ze śmiechem na ustach do śpiącej mnie. Więc co zrobiłam? Wstałam, poszłam się przywitać i pogadać, a przy okazji wstawiłam jeszcze i rozwiesiłam pranie, to nic, że w środku nocy, na takie rzeczy też muszę znaleźć czas. W sobotę na mega kacu (nadal nie żartuję) wstawiłam kolejne 4 pralki, wysprzątałam cały pokój, ugotowałam obiad, obejrzałam film po niemiecku, pojechałam do weterynarza i ponownie na zakupy, po drodze sprawdzając kolokwia. Wieczorem impreza urodzinowa, zanim się wyszykowałam, zdążyłam jeszcze zahaczyć o bifor w naszej kuchni (mamy stół!!!) Wracając z imprezy postanowiłam się jednak przespacerować, bo oczywiście nie sprawdziłam autobusów wcześniej i oczywiście uznałam, że jeśli mam 13 minut czekać na autobus, to na pewno zdążę dojść pieszo w tym czasie. Znowu zrobił się środek nocy, a ja zdążyłam odpisać na parę maili, rozwiesić kolejną pralkę i wpisać oceny do dziennika elektronicznego, zanim nastawiłam budzik na 6:30, czyli za … 4 godziny. Bo rano w pociąg i do Bydgoszczy. Do pociągu wzięłam z sobą drugie śniadanie, kolokwia, gazetę, notatki z hiszpańskiego i laptopa, żeby dokończyć wreszcie ten artykuł. Bydgoszcz? Przepiękna. Wspaniale będzie tam wrócić wiosną/latem i spędzić więcej czasu niż jeden dzień. Spacer, zwiedzanie, pyszne desery u Sowy, obiad i odwiedziny u nowej części rodziny, mecz (My mamy brąz, a ja przedzawał! Naprawdę umrę albo jadąc na rowerze, albo na raka mózgu, albo w czasie meczu piłki ręcznej) i powrót do domu. A wieczorem co? Napisałam wreszcie ten artykuł i wysłałam do wydawnictwa. Wygląda na to, że nie udało mi się zrealizować tylko jednej rzeczy, ale ponieważ jest związana wyłącznie z pracą i wymaga ogromnego nakładu pracy, to … zrobię to w tygodniu.

I jak tu wierzyć, że nie można mieć wszystkiego? Jak się chce, wszystko da się zorganizować, każdą minutę wypełnić. A ja nie muszę się zastanawiać, czy w weekend popracować, posprzątać, spotkać się ze znajomymi, czy gdzieś wyjechać. Przecież mogę mieć to wszystko.

Na koniec styczniowe migawki:

Sylwester z 20latkami do rana. Impreza w Opcji/Kuźni do rana. Torres w Atletico. Hola, Hola, Strefa B, Atmosfera, Czupito i Twoja Stara. WOŚP w Chodzieży, rozliczenia, koncerty. Briana z CS, a ja na wakacjach dwa pokoje dalej. Bunuba, domówki. Misiu chory, odwołany wyjazd do Holandii. Gala EMS – podsumowanie 5 lat, afterparty. Kossakowski. Spotkania służbowe, noworoczne, erasmusowe.Urodziny Doroty i Kamila

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s