Małe podróże

Lizbona

Miałam się zachwycić. Zakochać, wpaść po uszy, poruszyć do głębi. Nie wiem ile osób opowiadało mi, że Lizbona to chyba najpiękniejsza europejska stolica. Dlaczego się nie zauroczyłam? Pewnie towarzystwo nie to, pogoda średnia, wyjazd służbowy, nieodpowiednia pora roku, a może po prostu to nie miejsce dla mnie? Nie wiem, nie analizuję tego, z każdego wyjazdu wyciągam dla siebie coś pozytywnego, zawsze się czegoś uczę, przede wszystkim o samej sobie. Z czasem negatywne wspomnienia blakną i pamiętamy tylko miłe rzeczy, więc może jak ktoś za 10 lat mnie zapyta „Jak było w Portugalii?” to powiem w swoim stylu „przefantastycznie!” 😉

Co mi się podobało? Alfama, tam mogłabym zamieszkać 😉 Piękne uliczki, w których można zabłądzić i godzinami szukać właściwej drogi zaglądając przez okna do domów, wchodząc na podwórka, obserwując dzieci grające w piłkę i Portugalczyków grających w knajpkach na gitarach. Przestrzeń: szerokie ulice, długie deptaki, z mnóstwem ludzi biegających w każdą stronę i jeżdżących na rowerach.  Pomarańcze i cytryny na ulicach. Przeuroczy wieczór w knajpce z muzyką fado, jak się później okazało – w jednym z ulubionych miejsc Marcina Kydryńskiego, które opisał też i udokumentował w swojej książce „Lizbona –  muzyka moich ulic”. Widoki z dachów, tarasów na całe miasto. Tramwaje, dodające niesamowitego klimatu. Końcówka karnawału. Tania kawa i pyszne słodkości. Targ złodziei i staruszkowie siedzący ze spokojem na ławeczkach, przy stolikach, grający w planszówki/kości i przede wszystkim rozmawiający ze sobą.

Co mi się nie podobało? Katy Perry w Hard Rock Cafe. Wszędobylscy dealerzy narkotyków. Ciągłe podrywy, a to w sklepie z pamiątkami, a to na śmieciarkę. Oszustwa mniejsze i większe w knajpkach, w metrze, w sklepach. Komunikacja miejsca od 6:30. Bezdomni – są wszędzie – zazwyczaj awanturujący się, albo śpiący, tak wrośnięci w krajobraz miasta, że nikt nie zwraca na nich uwagi, ani mieszkańcy, ani turyści, ani policja. Setki, tysiące opuszczonych budynków (zazwyczaj mi się to podoba), ale nie w takich proporcjach. Oceanarium i cała nowoczesna dzielnica stworzona specjalnie na EXPO, a szczególnie punkt widokowy, na który nie można wejść. Nie zachwyciła mnie ani Torre de Belém, ani troszeczkę dalej Cabo da Roca i Sintra (chociaż Sintra pewnie by mnie zachwyciła, gdyby nie lał deszcz i widoczność byłaby większa niż 1 metr 😉 Nie ujęła mnie Fatima, średnio przemawia do mnie ten przepych, bogactwo, kościół wyglądający jak audytorium, z muzeum i toaletami. Ale już kawałek dalej, w lesie, gdzie niby cudy także miały miejsce, można poczuć zupełnie inny klimat, a nawet spotkać członków rodzin tych świętych dzieci…

Może to po prostu stolica pełna kontrastów? Może pojechałam z wygórowanymi oczekiwaniami? Nie wiem, będę mile wspominać mimo wszystko. I pewnie kiedyś wrócę. Tylko już na swoich warunkach 🙂 Przez chwilę bałam się, że straciłam w sobie tę dziecięcą radość, ekscytację, przeżywanie wszystkiego na 100% i zachwycanie się czasami nawet byle czym. Ale niedługo potem pojechałam na Kubę… I wszystko wróciło, z podwójną mocą.

PS. Jedyny plus wyjazdów służbowych, to fundusze. Nic nie musiałam robić, a co pozwiedzałam to moje 🙂

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s