Małe podróże · Muzyka · Rozmyślania

Wszystkiemu winne geny.

Od dłuższego już czasu maksymalnie mnie nosi. Przybiera to oczywiście granice absurdu, bo powoli w moim życiu nie ma już żadnych stałych punktów – jakże więc różni się to od tego życia, jakie prowadziłam kilka lat temu. Jakże ja różnię się od tamtej Asi. Kiedy ostatnio się nad tym zastanawiałam, to doszłam do wniosku, że ostatnim stabilnym, niezmiennym punktem w moim życiu są rodzina i przyjaciele. Tylko i aż, tyle wystarczy. Nie mam pracy, właściwie nie studiuję, nie mam samochodu, mieszkania, kredytu, partnera życiowego, pieniędzy. Ale co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? Że w sumie mi z tym dobrze. Kolekcjonuję wspomnienia, przeżycia, doświadczenia. Chwile, momenty, uśmiechy. Zachody słońca, poranne śpiewy ptaków, widoki. Niepotrzebny mi telewizor super full hd z opcjami, których nigdy nie nauczę się obsługiwać. Niepotrzebny mi tytuł naukowy. Niepotrzebne mi mieszkanie na kredyt. Niepotrzebne mi meble, zawadzają tylko przy przeprowadzkach. Niepotrzebny mi samochód, przecież tyle kosztuje jego utrzymanie. Potrzebni mi są ludzie i przeżycia, z tego nigdy nie zrezygnuję.

Co prawda moi bliscy powolutku zaczynają przebąkiwać, że może jednak trochę przesadzam…? Że może rzucanie pracy i studiów na finiszu to niezbyt rozsądne…? Że może nie muszę się tak ciągle przeprowadzać, szczególnie do innego kraju…? Że może jak odpuszczę jeden festiwal czy koncert to się nic nie stanie…? Że może jeśli raz na miesiąc gdzieś nie pojadę, to też przeżyję…?

Otóż nie, nie przeżyję. Bo to dla mnie pasje i drobne szaleństwa to sens życia. I nawet jeśli coś w tym jest, że od dwóch lat nosi mnie bardziej i częściej niż zwykle, że się nie wyszalałam w latach młodości, że im starsza, tym głupsza, to … jak się nad tym tak porządnie zastanowić nie do końca tak było.

Otóż, moi drodzy, wszystkiemu winne są geny. Mój tata w wieku 15 lat oszukał rodziców i zamiast zostać na weekend w internacie uciekł z kumplami na rockowisko do Łodzi. A mama szalała w pierwszych rzędach na Lady Pank. Czy kogoś wobec tego dziwi, dlaczego moją pierwszą miłością w życiu był Steven Tyler? Miałam chyba 4-6 lat, nie pamiętam dokładnie, ale pamiętam, jak tygodniami leżałam chora w pokoju i wyobrażałam sobie, że Steven Tyler jest razem ze mną, tylko incognito (gdzieś oczywiście usłyszałam to słowo i nie wiedziałam co oznacza). I pamiętam, jak moi rodzice pojechali w 1994 na koncert Aerosmith do Warszawy, a mnie odesłali do babci. Siedziałam na dywanie przed telewizorem i w Teleexpressie pokazywali relację, a mi się chciało płakać. Rysunki z przedszkola? Księżniczka w sukni z teledysku „November Rain” wisiała na ścianie w salonie kilka tygodni.

A wiecie kto mnie zabrał pierwszy raz na Woodstock? Rodzice. W 1999 roku, kiedy miałam 10 lat. Czy kogoś dziwi więc, że od 2005 jeżdżę tam regularnie? Że nie przegapiłam ani jednego festiwalu, a w zeszłym roku pojechałam z gorączką?

Mama jako nastolatka wyjeżdżała do pracy nad morze, tata trochę później jeździł pracować do Niemiec. A po ślubie wzięli z sobą wszystkie nietrafione prezenty, zastawy porcelanowe, itd. i pojechali to wszystko sprzedać. Na targ. Do Wiednia. Za „zarobione” pieniądze kupili sobie lody, płytę winylową bodajże Cockera oraz dresik i berecik dla mnie.

W dzieciństwie ciągle otaczały mnie starsze dzieciaki i zwierzaki. Nic dziwnego, że lubię starszych chłopaków (pozdrawiam Andrzeja) i chcę pracować w zoo, prawda? (Chcę też być barmanką, ale to akurat ten zły wpływ genów ;)) Nie mieliśmy dużo pieniędzy, z pracą było różnie, ja dużo chorowałam i trochę moi rodzice ze mną przeszli. Ale spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu i teraz to wszystko procentuje. Procentowało zresztą  przez całe życie. Dzieciństwo upłynęło mi więc na graniu w planszówki, chodzeniu na spacery, a tata z klocków Lego budował mi wszystko, przede wszystkim braciszka (zawsze chciałam mieć rodzeństwo!). Jak tak patrzę w przeszłość to byłam jeszcze tym szczęśliwym dzieckiem, które wracało do domu zasmarkane wieczorem, a o tym gdzie było, mogły opowiadać plamy na ubraniu i poobdzierane kolana.

Na wakacje jeździliśmy nawet kilka razy do roku. Moi nowi zagraniczni znajomi, jak o tym słyszą, to pytają się czy mój tata jest polskim Łukaszenką, skoro tyle jeździliśmy, a ja w sumie dalej podróżuję i nie pracuję. Już odpowiadam moim ulubionym zdaniem: wszystko to kwestia priorytetów. Dzięki moim rodzicom zjechaliśmy 3/4 Polski, zeszliśmy pieszo wszystkie polskie pasma górskie, byliśmy chyba we wszystkich nadmorskich miasteczkach i prawie wszystkich dużych miastach. Parę razy pojechaliśmy też za granicę. Ale nigdy nie liczyły się dla nas wakacje all-inclusive, noclegi w luksusowych hotelach, weekendy w spa, ekskluzywne restauracje i dyskoteki. Spaliśmy w namiotach, w schroniskach młodzieżowych, u znajomych, w hostelach, w samochodzie. Dzięki temu czasem nie było mnie i całe wakacje w domu – wizyty u babci, obozy harcerskie, wyjazdy z rodzicami. Może i nie jadaliśmy sushi i kalmarów, ale zdarzyło się pić na wigilii barszcz z kartonu. Spa to też żadna rewelacja dla nas, ale jak tata na spływie kajakowym wywalił nasz kajak, to kąpiel błotną udało się zaliczyć. Nie nocowaliśmy nigdy w Mariottcie i Hiltonie, ale ostatnio  wylądowaliśmy na komisariacie i do noclegu w areszcie nie było tak daleko. Wielu moich znajomych pisze do mnie ciągle „uwielbiam twoje przygody!”. Teraz już rozumiecie? To geny 🙂 O przykładach mogę opowiadać godzinami, a te historie i tak nigdy nie mają końca…

I mam teraz 26 lat. Mało, dużo, nie wiem. Dalej jeżdżę na wakacje z rodzicami. Oczywiście podróżuję też sama, ba! nawet spałam pierwszy raz w hotelu w wieku 25 lat! Ba, pojechałam nawet 2 razy na wakacje z biurem podróży, też po 25 roku życia. Ale to zawsze wynikało z tego, że nie lubię podróżować sama, a udając się na wakacje z kimś, trzeba czasem schować swoją dumę i swoje przekonania do kieszeni i w imię wspólnego dobra osiągnąć kompromis. Nie żałuję. A wiecie co jest najfajniejszego w podróżowaniu z rodzicami? Nie to, że za Ciebie płacą, na szczęście od paru lat utrzymuję się sama. To, że gdziekolwiek byście nie byli, czegokolwiek byście w życiu nie widzieli, jak daleko byście od siebie nie mieszkali, kilka wspólnych dni spędzonych w Karpaczu albo w Chłopach koło Mielna cementują więzi rodzinne bardziej niż cokolwiek innego. To, że swoją rodzinę się kocha, powinno być oczywiste. Ale ja ich po prostu dodatkowo wszystkich lubię.

Nie sposób nie wspomnieć jeszcze o mojej siostrze, wiecie ile już ma lat? 15!!! Matko, kiedy to minęło? To ten mały szkrab, który w wieku 3 lat opanowane miał wszystkie funkcje na komputerze bardziej niż moja mama. Siostra, która godzinami przesiadywała w moim pokoju i wszystkich moich kolegów nazywała fajtłapami. Wszędzie chciała ze mną chodzić. A teraz podbiera mi tylko ciuchy pod moją nieobecność. Siostra, której pokazy aktorsko-wokalne stały się już rodzinną legendą. Która w wieku 7 lat wracała ze szkoły z głębokim rozczarowaniem „Wiesz, że w klasie nikt nie zna Janis Joplin?” Która w 6 klasie na muzykę zrobiła prezentację o Led Zeppelin. W zeszłym roku za świadectwo z paskiem każdy uczeń mógł wybrać książkę, koledzy biorą podręczniki, koleżanki powieści typu Niezgodna, a moja siostra? Biografia Jimmy’ego Hendrix’a. Moja siostra, która jak tylko wracałam z uczelni na weekend do domu, zawsze zdążyła mi schować miłe liściki albo pieniądze „na czarną godzinę” do bagażu. A ja to potem odnajdywałam przez kolejny tydzień. Moja siostra, z którą razem obeszłyśmy już pieszo cały Paryż i zjechałyśmy północne Włochy. Śniadanie w supermarkecie, couchsurfing, spanie na dworcu, tłuczenie się kilkanaście godzin pociągiem, spanie w parku w Pradze, autobusy nocne, noclegi u sióstr zakonnych i bieganie nocą w deszczu po Weronie. I niech mi ktoś powie, że przeżycia nie są najważniejsze… Moja siostra, która niedawno przyszła do nas i oznajmiła, że nie wie na jaką wycieczkę szkolną jechać, bo są dwie do wyboru: Londyn i objazdówka Hiszpania-Francja-Włochy i teraz cytuję: (mówi podniesionym, podekscytowanym głosem): „Widziałam program tej objazdówki, no i słuchaj Barcelona przejazdem, wszystko fajnie, ale pewnie jeszcze tam pojedziemy we dwie, a potem jeden dzień na Lloret de Mar. Wyobrażasz sobie?! Co ja mam tam robić, leżeć na plaży? Chyba umrę z nudów! Ładna mi atrakcja. Potem jeden dzień na Paryż, no to sorry, co my niby mamy tam zobaczyć, jak nam kilka dni nie starczyło? Potem Monako, które nie ukrywajmy, jakoś mnie nie kręci. A na końcu Werona. No tam to ja już wszystko widziałam!” Matko, stworzyliśmy potwora – to była moja pierwsza myśl. A druga – Matko! Jaka jestem dumna, że moja siostra nad wakacje all-inclusive preferuje wypady low-costowe, a wyjazdy ze starszą siostrą to przyjemność, a nie przymus. No i rozróżnia państwa europejskie! Bo niestety różnie to bywa, pracowałam w gimnazjum, uwierzcie na słowo. Łzy wzruszenia w oczach.

I wiecie co jest najważniejsze? Żarty, żartami, geny, genami, ale to wychowanie i środowisko mają na nas największy wpływ. Wiecie dlaczego nigdy nie powiedziałam o swoich rodzicach „starzy”? Bo zawsze byli moimi przyjaciółmi. Oczywiście, że się trochę buntowałam, chociaż z reguły byłam grzeczna. Właściwie to nie musiałam za bardzo się buntować, bo rodzice podarowali mi ogromną dawkę zaufania i wolności – nie wiem, jak im się to wszystko udało, dla mnie to mistrzostwo świata.

Ostatnio budzi się we mnie moja romantyczna dusza i tak sobie marzę, że chciałabym kiedyś jednak wyjść za mąż i stworzyć rodzinę. Jeśli moje małżeństwo będzie chociaż w połowie takie, jak moich rodziców, a mój dom rodzinny w połowie tak ciepły i bezpieczny, to … biorę to w ciemno. Jak się wzorować, to na najlepszych.

Jestem szczęśliwa. Dziękuję za wszystko, choć żadne słowa nie są w stanie tego wyrazić, choć nigdy się nie wypłacę za to „matczyne mleko” i za „ojcowską miłość”. Kocham ich na mur papier.

IMGP3891

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s