Małe podróże · Rozmyślania

Kolosy

Kolejny punkt z mojej listy „before-I-die” odhaczony. W połowie. Ale o tym później.

W marcu mimo tych wszystkich rozstań, pożegnań, wyjazdów i przeprowadzek udało mi się po raz pierwszy pojechać na Kolosy (13.-15.03.2015). Dla niezorientowanych – festiwal podróżników w Gdyni. Co prawda w ten sam weekend odbywał się też zlot fanów TSA w Łodzi, 30lecie fan clubu, no i koncert, a także jeszcze jakiś 3 event, o którym oczywiście zapomniałam. Jak zwykle trzeba było dokonać wyboru, a to przecież takie trudne.

Pojechałyśmy z Zuzią do Gdyni – jak już wspominałam, często ją ze sobą ciągnę, bo nie lubię jeździć sama. Ale traktuje to też jako możliwość spędzenia razem czasu i pokazania jej czegoś nowego. Pojechałyśmy pociągiem w piątek i pierwsze co udałyśmy się na plażę, zobaczyć morze, poczuć wiatr we włosach i dotknąć wody! Co prawda zostałyśmy zaatakowane przez łabędzie, ale to ryzyko było wkalkulowane. A potem to już tradycyjna pizza w Gdyniance (dzięki Dorota!) i prosto na prelekcje.

Jaka jest idea festiwalu można łatwo się domyślić – w skrócie: przyjeżdżają bardzo interesujący ludzie i opowiadają o swoich podróżach oraz przygodach. Wielu z nich znałam już wcześniej z internetu, z różnych prelekcji w Poznaniu, czy przede wszystkim z literatury podróżniczej. Ale zobaczyć wszystkich razem w ciągu jednego weekendu, niesamowite! Wszyscy wiedzą, że jak ja się czymś jaram, to już maksymalnie, każdą cząsteczką ciała. Jak opowiadam, to oczy mi się świecą, serce wali, kolana miękną, ręce trzęsą – generalnie dramat. Bo po pierwsze przecież Ci ludzie są takimi samymi ludźmi jak my- i ja to wiem, tylko zapominam czasami, a po drugie zastanówcie się, co mogę powiedzieć, kiedy ich spot(y)kam? Chyba najgorsze co można zrobić, to się nieustannie zachwycać i wyznawać miłość, no i co? Oczywiście ja to robię zawsze („Panie Jurku! Ja tak Pana uwielbiam od dziecka, na woodstocki od 12 lat jeżdżę, całym sercem zawsze z Panem!” albo „Panie Marku! Ja od dziecka Was kocham, to wszystko przez rodziców!” albo „Czy ja też mogę się przedstawić? Bo ja tak Pana maksymalnie uwielbiam od czasów liceum” D R A M  A T).

Wracając do tematu. Mogę powiedzieć, że przed Kolosami postanowiłam sobie trzy główne cele: 1. Zobaczyć jak najwięcej prelekcji. 2. Nie kupować żadnych nowych książek. 3. Nie wyznawać nikomu miłości. I wiecie co? Udało się 🙂

Jeśli chodzi o program, to oczywiście był tak bogaty, że nie sposób było zobaczyć wszystko – o tym za chwilę. Organizacja fantastyczna, kolejki, kolejkami, wiadomo, kto bywa często na festiwalach, jest przyzwyczajony i nie marudzi 😉 Albo wstaje wcześniej. Ale atmosfera cudowna! Wszędzie porozstawiane są stoiska z książkami podróżniczymi i wszystkimi przedmiotami, które w podróży się przydają. Można więc oglądać cały ten profesjonalny sprzęt, na którym się nie znam 🙂 Wszyscy chodzą z plecakami i wyglądają jak z kartek przewodników. Można wnosić swoje jedzenie, picie, karimaty, więc wszędzie widać „biwakujących” i leżakujących ludzi. Na festiwal przychodzą całe rodziny, także z małymi dziećmi, które ku mojemu zaskoczeniu grzecznie słuchają, albo grają w planszówki, a jak tylko kończy się prelekcja i zapala światło biegają jak dzikie i wspinają na ściance wspinaczkowej. Ma się więc wrażenie, że wraz z 4000 ludzi ogląda się prelekcje na żywo w gigantycznej sali kinowej. Super!

Wszystkie prelekcje podzielone są na kategorie: Wyczyn Roku, Żeglarstwo, Podróże, Alpinizm, Eksploracja Jaskiń. Nagrody przyznawane są za rok poprzedni, w tym wypadku 2014. Kapituła przyznaje także wyróżnienia. Najbardziej znaną nagrodą jest chyba SUPER KOLOS za całokształt dokonać, który w tym roku trafił do Janusza Kurczaba, którego już niestety nie ma z nami… Przyznawana jest także Nagroda Specjalna – w tym roku Olek Doba za samotną podróż przez Atlantyk. Niektóre z prezentacji walczą także w konkursie o otrzymanie dofinansowania na kolejne projekty – jest to tzw. Nagroda im. Andrzeja Zawady. Oprócz tego wiadomo: nagrody publiczności, nagroda dziennikarzy oraz Grand Prix wystawy FotoGlob. Wszystkich laureatów można zobaczyć na oficjalnej stronie, tj. tu: http://kolosy.pl/nagrody/zasady-udzialu/itemlist/category/177-2014.html

Nie jestem w stanie opisać wszystkich prezentacji, bo przecież nie wszystko widziałam. Wymienię tylko te, które na mnie, na nas zrobiły największe wrażenie. Przede wszystkim jeśli ktoś choć trochę zafiksowany jest na punkcie podróżowania, nie sposób słuchać tych prelekcji z „trzeźwą głową”. Zaraz rosną w człowieku nowe plany, marzenia, jakieś motywacje dochodzą do głosu, aż strach! Przecież skoro oni mogą to czemu ja nie? Ja nie mogę, 19 lat? Amazonka?! A ja taka stara baba jadę na wakacje z biurem podróży? Ameryka Południowa albo Australia rowerem? A ja mnie powrót z Lipska 400 km przeraża? Dziewczyna sama stopem przez Europę i świat? Kurde, taka odważna a ja? Tylko w domu, przed komputerem. Dramat!! Co mnie zaskoczyło? To, że z moim ingoranckim podejściem do świata sądziłam, że już nic nowego nie można wymyślić, odkryć, zobaczyć. Że przecież żyjemy w takich czasach, gdy na google maps możesz w kilka sekund przenieść się na drugi czas, gdy ludzie szukają partnerów do podróży na facebooku, gdy istnieją grupy typu „Praca/nocleg/transport poszukiwany”. Myślałam, że wszyscy już wszystko widzieli. A tu co się okazuje? Ludzie nadal mają tak zaskakujące pomysły, że skąd im się to bierze? Jak oni na to wpadają, skąd oni to wiedzą? Przejście pieszo przez pustynię? Skok z balonu z 10 km? Zjazd na nartach z ośmiotysięczników? Przecież to jest jakiś kosmos!!!

Piątek:

-Krzysztof Wielicki, „Mój Wybór” – co tu dużo mówić, człowiek legenda. Sympatyczny, dowcipny, skromny, ale znający swoją wartość, sypiący dowcipami i anekdotkami jak z rękawa. Rewelacja.

Sobota:

-Blok dot. żeglarstwa –  dla mnie osobiście nieporozumienie. Może to dlatego, że nie rozumiem żeglarstwa, tzn. nie znam się nad tym. Ale wszystkie prezentacje w tym bloku były po prostu nudne. Jedyna, która jeszcze rozbudziła zainteresowanie publiczności to prezentacja Ryszarda Wojnowskiego pt. „Wokół Bieguna Północnego”

-Emil Witt, „Uzależniony od selwy” – 19 latek z Poznania. Kilka miesięcy w dżungli w Ameryce Południowej w poszukiwaniu Indian Machiguenga. Miazga. Niektórzy zarzucali mu podejście „wielkiego białego edukatora”, ale ja myślę, że chłopak jeszcze się wyrobi, ma w końcu dopiero 19lat! Poza tym, niestety, jako jeden z nielicznych posiadł tajemną wiedzę na temat sztuki prezentacji – nie czytał z kartki, a wystąpienie urozmaicał nie tylko pokazem zdjęć, ale także zabawnymi filmikami.

-Szymon Springer i Eryk Krasny, „Za horyzont. Motocyklem do Australii” – no co ja mogę powiedzieć… Motory zawsze na tak! Super, zazdroszczę chłopakom.

-Krzysztof Suchowierski, „Drogami pamięci. Rowerem przez mroźną Jakucję” – podziwiam maksymalnie, ale chyba nigdy bym sobie sama tego nie wyrządziła. 76 dni, -50 stopni, ponad 3,7 tys. km. rowerem. Wow.

-Szymon Stawski, Piotr Bobiński, Bogumiła Bibel, „Cinemaya Panamericana. Śladami Tony’ego Halika” – fajny pomysł, odtworzenie tej samej wyprawy po 50 latach. I spotkanie tych samych ludzi…

-Olek Doba, „Translatlantyk. Reaktywacja” – człowiek legenda. Co za facet! Rewelacja. Zabawny, inteligenty, wytrwały, z jaką werwą, z jaką energią! Jedyny prelegent, który wyszedł na scenę i znalazł odwagę, by stać twarzą w stronę publiczności. One man show.

-Piotr Strzeżysz, „Z Muminkami na południe, czyli rowerem z Alaski do Patagonii” – koty, koty, koty 🙂 A tak poważnie niezwykle zabawna prezentacja, nie bez powodu wybrana przez publiczność za najlepszą prezentację. I niezwykle bliska mi filozofia – autor zawrócił z drogi krótko przed osiągnięciem celu podróży. A jeśli to podróż sama w sobie jest celem?

-Łukasz Supergan, „Góry lodu i ognia. Pieszo przez Iran.” – podziwiam inicjatywę i chylę czoła przed osiągnięciem, ale nie byłam w stanie wysłuchać prezentacji do końca…

-Andrzej Bargiel, „Hic sunt leones. Na nartach z Manaslu” – miazga. Jakie zdjęcia, jakie filmy!  Rekordzista świat w szybkości wejścia na Elbrus (poczytajcie, zabawna historia) wspiął się na Manaslu w czasie 14 godzin i 5 minut, a następnie zjechał z niego na nartach. No szok!

-Denis Urubko, „Nowy w (polskiej) szkole (himalaizmu) – ponownie chylę czoła przed wszystkimi osiągnięciami, ale prezentacja katastrofalna… Streszczanie historii całego życia, wraz z setką starych zdjęć, w bardzo słabej jakości. Dodatkowo spotkanie z tłumaczem, co jeszcze spowalnia całą prezentację. No jedyna rzecz, która nas łączy, to astma 😉

Niedziela:

-Marzena i Krzysztof Wystrachowie, „Korona Madidi, czyli trochę inna wspinaczka” – kto by pomyślał, że można się wspinać na drzewa?! I to jakie drzewa! Matko, gdybyście tylko mogli zobaczyć te zdjęcia – nocowanie na takiej wysokości w hamaku musi być wspaniałym przeżyciem, nawet pomimo tego robactwa. I piękne komentarze w stylu: „Fuck! Musiałam wyjść za mąż za arborystę? Nie mogłam za bibliotekarza?!”

-Janusz Gołąb, „K2. 60 lat później.” – kolejny człowiek legenda. Trzymam kciuki za polską szkołę himalaizmu i kolejne osiągnięcia, a przede wszystkim bezpieczne powroty…

-Tomasz Gorazdowski, Olgierd Michalak, „Z trójką przez trzy Ameryki” – 80 dni, 3 i pół tony benzyny, 30 tysięcy kilometrów i 15 przekroczonych granic. Dodatkowo zbierali pieniądze na szczytny cel. No marzy mi się, marzy, nie powiem…

-Tomek Mackiewicz, „Nanga po raz piąty” – pierwsze oficjalne wystąpienie po zakończeniu 5 ekspedycji na Nangę. Już wszyscy myśleli, że ostatniej ekspedycji, ale Tomek wspomniał co nie co o swoich dalszych planach… Trzymam kciuki z całego serca. Sztuki prezentacji też nie opanował, ale jak wygrywa próbami opanowania chaosu, szczerością i urokiem osobistym! Rewelacja 🙂

No i niestety w tym momencie musiałyśmy opuścić arenę i udać się na dworzec. Ominęła nas więc gala wręczania nagród prowadzona przez Tomka Michniewicza i Sylwię Bukowicką. Jakoś to przeżyłam 🙂

Na koniec wspomnę jeszcze o couchsurfingu, bo nocleg jak zwykle znaleziony na tym portalu, tym razem w Wejherowie. Matko, no fantastycznie było. Przecież gdyby nie couchsurfing nigdy bym nie pojechała do Wejherowa. Jak tu tego nie kochać!

I tak sobie marzę, by tam kiedyś wrócić z własną prelekcją. Zobaczyć coś, co widziało przedtem niewielu. Pojechać gdzieś na długo i przeżyć przygody, których domatorów przyprawiają o palpitacje serca. Dokonać czegoś spektakularnego, nie w obliczu historii świata, ale dla siebie. W końcu nie ma sensu porównywać się z innymi, trzeba starać się być najlepszą wersją samego siebie. A najbardziej to chciałabym spotkać takiego podróżnika z pasją życia, co by tak ze mną ten świat zjeździć chciał.

PS. Wymyślam takie związki frazeologiczne, których google nie zna. Fuck, czy to się zmieni kiedyś?

 received_1698579670368923Zdjęcie kalkulatorem, ale było ciemno, a my siedzimy na podłodze! 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s