Rozmyślania

Jodyna.

Tytuł wpisu sponsoruje dziś Andrzej N. Bo czas jak jodyna leczy rany… Nie wiem tego. Jeszcze.

Co tutaj pisać, jak nic się nie dzieje…

Weekendy upływają mi na przyjmowaniu odwiedzin, za które jestem dozgonnie wdzięczna, rozmowach analityczno-filozoficznych, które ostatnio bardzo mnie męczą oraz moich wyrzutach sumienia. Bo…

W tygodniu leniuchuję. Śpię. Czytam głupie rzeczy. Doradzam innym, co mają robić ze swoim życiem, z pracą, z problemami sercowymi (a skąd ja niby to wiem?). Nie jestem w stanie zmobilizować się do napisania kilku maili, które mi wiszą nad głową. Nie czuję się jeszcze na siłach, żeby wyjść z domu i udać się do biblioteki, czy na zajęcia no bo kurczę boli. I chodzić trudno. Mogłabym pewnie jakoś pracować w domu, ale nie umiem. Tak się rozleniwiam, że zamiast spędzać ten czas produktywnie (chociaż trochę, na miarę swoich możliwości), to słucham muzyki, klikam w internecie (co mnie bardzo szybko nudzi) i siedzę godzinami na facebooku czekając aż ktoś się odezwie (co mnie też bardzo męczy). Absurd goni absurd, toż to jakiś dramat maksymalny. Bo jak już ktoś się odezwie to ja nie umiem się cieszyć, nie mam siły odpisywać i po raz setny opowiadać o tym samym. Nawet obejrzenie filmu w internecie mnie przerasta. Dzień miesza mi się z nocą. A godziny upływają mi na nicnierobieniu, zamieniają się w dni, a te powolutku w tygodnie…

Nie umiem odpoczywać. Nie lubię spać. Zawsze o tym wiedziałam. I teraz mnie to wykańcza. Powoli, dzień po dniu.

Bo przecież tyle miałam jeszcze zrobić. Pojechać, zobaczyć, przeżyć. A tutaj wycieczka do Lidla to nie lada wyzwanie. Popłakałam się dzisiaj przy przechodzeniu przez ulicę, bo okazało się, że nawet to mnie przerasta. A chciałam chodzić po dachach miasta…

Próbowałam podjąć dzisiaj terapię ratunkową i poszłam na zakupy. Kupiłam bieliznę, strój kąpielowy, bluzkę, no i słodycze na poprawę humoru. I wiecie co? Wcale się lepiej nie czuję. Za oknem zimno i pada, ja mam w głowie trochę zmartwień i pełno znaków zapytania. Bo nie wiem co to dalej będzie. W głośnikach Nalepa i jego smutny, przejmujący blues. Matko, jak to pasuje.

Jutro pomidorowa. Jak to nie pomoże, to ja już nie wiem.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s