Rozmyślania

Bezpańska aż tak

W moim szkicowniku są trzy zapisane, nieruszone tematy. Tematy-rzeki, wiadomo. Tylko jakoś nie mam dzisiaj siły o tym pisać. Znowu jestem w pociągu, wracam do domu, bo chyba jestem chora. Ale ten dzień był nawet całkiem niezły: skończyłam tłumaczenie ciągnące się za mną od 1,5 miesiąca i podziękowałam za dalszą współpracę, wykonałam wszystkie zaległe telefony i przelewy, odpisałam na kilka ważnych maili, zapisałam się na hiszpański. Czyli jak na lekką gorączkę, katar, kaszel i ból gardła, to całkiem nieźle, prawda?

W ogóle to zaczęła się moja ulubiona pora roku. Kocham jesień. Zresztą nie tylko ja w końcu śpiewali o niej i Tymański, i Grabowski, i Staszewski, i Nosowska. Niezłe towarzystwo, prawda? Zresztą, od lat mam przeczucie tego, że gdybyśmy poznały się kiedyś z Kasią, rozumiałybyśmy się bez słów.

A jesień to taki cudowny czas, kiedy siedzenie pod kocem, z książką w ręku, kubkiem herbaty z cytryną i miodem na kolanach oraz kotem przy boku jest całkowicie akceptowalne przez społeczeństwo. Bo jakoś nie słychać komentarzy jak latem „Gdybyś się tak nie rozbierała, to nie byłoby ci zimno i nie musiałabyś siedzieć teraz pod kocem” albo „Nie pij herbaty z cytryną, bo dostaniesz Alzheimera” względnie „Nie siedź i nie czytaj tyle, na spacer byś poszła, czy coś”. Wiecie co jest piękne w jesieni? Że nie oszczędza nikogo. Wszyscy czują się tak samo chujowo. Latem to wiadomo ten na urlopie, tamta ślub. Zima to święta, prezenty, karnawał, wyjazdy na narty. Wiosną wszystko się budzi do życia, a wszyscy zapisują się albo na fitness, albo na kurs językowy, zakochują albo rzucają palenie. A jesienią? Wszyscy chorują, chodzą przeziębieni, kaszlą, kichają i narzekają, że zimno. Poza tym denerwują się, że pogoda nie taka, no bo złota, polska jesień to jeszcze okej, ale żeby tak lało ciągle i takie błoto, a nad ranem temperatury minusowe? Gruba przesada! A poza tym wszyscy są usprawiedliwieni kiedy piją hektolitry grzanego wina, czy kakao, wcinają brownie albo jabłecznik na poprawę samopoczucia, a na obiad krem z dyni z imbirem na rozgrzanie. No i ostatnie, może najważniejsze – dlaczego wszyscy czują się tak samo chujowo? Gadka motywacyjna  gdzieś zanika, jakoś nie widać inspirujących do zmian, wakacyjnych filmików, ani nie słychać okrzyków „kochaj świat, życie jest piękne!”. Wszyscy czują się tak samo źle: nie rozmawiają ze sobą, nie uśmiechają się do siebie, są przeziębieni i sfrustrowani, bo o jednym urlopie zdążyli już zapomnieć, a drugiego nawet nie zaczęli planować. Idą do szkoły/pracy – ciemno, wracają do domu – ciemno. Smutek i przygnębienie są więc całkowicie usprawiedliwione. Ja to kupuję, bo wreszcie możemy być prawdziwi i dać wyraz temu, co naprawdę czujemy. A ja uwielbiam proste sytuacje, prawdziwe uczucia i prostych ludzi. Za to udawania, kultu prężnych, dobrze zarabiających, zawsze uśmiechniętych młodych pracowników korporacji, ciągłego dążenia do perfekcji i samorozwoju, presji idealnych wakacji i idealnych związków/ślubów/stylów życia nie znoszę. To ja już wolę ten jesienny smutek, samotność i przygnębienie, które doskonale widać wtedy, gdy jako jedyna osoba z twojego domu musisz wstać rano i pójść na pociąg. Po zaledwie kilku godzinach snu. Pieszo. Sam. Z bagażem. W minusowych temperaturach. W ciemności. I w deszczu. To dopiero jest prawdziwe.

Ale jesień też potrafi być piękna – udowodnię w jakimś z kolejnych wpisów. Jeśli znajdę siłę, by wygrzebać temat ze szkicownika. Na razie wysiadam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s