Małe podróże · Rozmyślania

Miesiąc.

Moi drodzy, minął miesiąc od kiedy jestem w Palmie. 1/4 stypendium, 25% pobytu, 4 weekendy z 16 możliwych do zapełnienia. Nie jest mi dzisiaj wesoło, właściwie jeśli mam być szczera, to nie jest mi wesoło już od tygodnia, więc dlatego piszę. Ale dziś – zamiast standardowego uzewnętrzniania się emocjonalnego – wspominki, rozkminy i przemyślenia dotyczącego mojego nowego miejsca zamieszkania.

Witam Was w mojej Palma de Mallorca.

SONY DSC

pierwszy dzień

Dotarłam w lekkim oszołomieniu emocjonalnym, bo moi przyjaciele i znajomi zrobili mi kosmiczną niespodziankę spędzając ostatni wieczór przed wyjazdem  (i pół nocy) ze mną, ale o tym już chyba pisałam… Bałam się tylko, że po tej mieszance alkoholowej źle zniosę podróż autobusem, ale tu akurat nie było żadnych problemów. Co innego na lotnisku – tam jak zwykle drobne przygody – a raczej utrudnienia – ale nie bardzo mam ochotę o tym pisać. Wspomnę tylko o tym, że miałam 9k nadbagażu, po wyrzuceniu z walizki wszystkiego, co miałam w ilości podwójnej plus orzechowej Soplicy, a także zagadaniu pani w okienku musiałam zapłacić tylko za 2kg.

Doleciałam do Palmy i oczom nie wierzyłam. Na lotnisku już wszędzie palmy, słońce świeci, ludzie uśmiechnięci. Mój couchsurfer przyjechał po mnie samochodem i pomógł z walizką (utrudnienie nr 2: popsute kółka, wyobraź sobie mnie ciągnącą ponad 20kilogramową walizkę na WSZYSTKIE możliwe sposoby) i mimo, że żadnej nici porozumienia, magii, iskry, czarów-marów między nami nie było, to za te gesty oraz miejsce do spania byłam bardzo wdzięczna.

2016-01-28 16.54.41

pierwszy tydzień

Zdążyłam spróbować oliwek, jamon serrano, paelli i hiszpańskiego piwa. Próbowałam oswoić miasto spacerując wzdłuż i wszerz, robiąc około 60 km. Spędziłam jedną noc w hostelu, a później wprowadziłam się do mojego mieszkania. I chociaż bardzo bałam się, że weszłam nieświadomie w sam środek emocjonalnych dramatów, to okazało się, że moje obawy były bezpodstawne, bo do dziś wszystko przebiega bezkolizyjnie. Pojawiłam się też na uczelni i wzięłam udział w welcome weeku, gdzie poznałam trochę osób i gdzie szybko uświadomiłam sobie, że nie jestem typowym erasmusem (swoją drogą chyba nigdy nie byłam) i na niektóre relacje po prostu szkoda mi czasu, energii i zdrowia. Pierwszy raz przebywając za granicą zaczęłam trzymać się z Polakami i … póki co raczej jestem z tego powodu zadowolona. Pozałatwiałam też wszystkie formalności  praktycznie w ciągu tygodnia, więc co najmniej dwa razy szybciej niż podczas pobytu w Niemczech. I niespodzianka: zniżka 50% na wszystkie loty na terenie Hiszpanii. Oh yeah!

received_756170284517426

pierwszy miesiąc

Zaczęły się zajęcia. Chodzę tylko na (uwaga!) jedne zajęcia: British Cultural Studies, które są bardzo interesujące, ale trwają 3h i nie jestem w stanie utrzymać wysokiego poziomu koncentracji przez cały ten czas. Nie nadążam ani językowo, ani merytorycznie, za to nadrabiam wszystkie pisemne zaległości komunikacyjne. Przeraża mnie tylko zaliczenie 😉 Dodatkowo chodzę na kurs hiszpańskiego, na którym są dwa zasadnicze plusy: względna intensywność zajęć oraz prowadzący. Jest to niewątpliwie dodatkowa motywacja zewnętrzna, a ta jak wiadomo na mnie najlepiej działa, ale… przekonałam się po raz kolejny, że ze mnie najgorszy uczeń na świecie, bo już mam sto uwag do naszego nauczyciela i najbardziej przeszkadza mi to, że jest niewykształcony dydaktycznie. Ale słodziak 😉 Poza tym zwiedzam intensywnie wyspę i planuję już wyjazdy na stały ląd. Udało mi się już odwiedzić Sant Elm (widoki nieziemskie), Valldemossę (gdzie mieszkał Chopin z kochanką), Portocolom (dokąd po drobnych przygodach dotarliśmy autostopem z wokalistą i gitarzystą zespołu rockabilly „Black Cats”) i zamek na obrzeżach miasta – Castell de Bellver (gdzie kręcili teledysk do tej piosenki „Mallorca extasy and motion ooo”). Hiszpańskie słodkości popróbowane: były już i chocolate con churros i ensaimada i flan i ostatnio empanada. Chociaż to w sumie nie słodkość. Ach, no i zapomniałabym o słynnej tortilla de patatas! I o tapasie! Poza tym mam już za sobą pierwsze tygodniowe odwiedziny, w planach na szczęście kolejne, a to zawsze miła odskocznia. Już za 3 tygodnie na święta zjeżdża się rodzinka!

2016-02-27 00.20.38

Moje ciekawostki

Możliwe, że ten fragment będę uaktualniać na bieżąco, bo przemyśleń miałam milion, ale oczywiście większość rzeczy już zapomniałam.

Hiszpański – robię zaskakujące postępy. Jestem w szoku, bo naprawdę – wcale się nie staram. Ani się nie uczę w domu, ani nic nie powtarzam, ani za bardzo nie mam kontaktu z Hiszpanami, ale jednak… mówię. Jestem autentycznie w szoku, bo tylko kilka razy zdarzyło się, że nie rozumiałam kompletnie nic i musiałam przejść na angielski (chociaż to też nie zawsze pomaga). Tzn. na początku mówiłam tylko po angielsku, a teraz z każdym dniem coraz mniej… a ze znajomymi to wiadomo: polski, angielski, niemiecki, hiszpański, czyli prawie pełen zestaw. Ostatnio nawet powiedziałam jedno zdanie po szwedzku! Głowa boli. Jestem z siebie niesamowicie dumna, bo udało mi się już dogadać po hiszpańsku i na uczelni, i w aptece, i w ratuszu, i w urzędzie imigracyjnym, i w banku i w trakcie poznawania nowych osób. Nawet drobny small-talk umiem poprowadzić. Szok! 🙂

Komunikacja miejska – na zniżkę studencką jestem … za stara. Trudno, wiedziałam, że ten moment kiedyś nastąpi 😉 Transport publiczny na wyspie szału nie robi, ceny wiadomo – jak za granicą, ale połączeń mało. Dla chcącego jednak nic trudnego i udało nam się już pojechać w kilka miejsc, a poza tym autostop moi drodzy! Najśmieszniejsze jednak bez dwóch zdań jest … metro. Ponoć są tutaj nawet 2 linie! Czyli dokładnie tak jak w Warszawie 🙂 Ale metro jeździ tutaj dwa razy na godzinę… Przeżyłam lekki szok, jak poszłam pierwszy raz „na czuja” na stację i przyzwyczajona do „europejskich standardów komunikacyjnych” spóźniłam się godzinę na pierwsze spotkanie na uczelni 😉

Jednoosobowe ławki – sprzyjają samotności 😉 Serio, nie kumam.2016-01-31 11.29.45

Supermarkety – sprzyjają zakładaniu rodziny i trwaniu w związkach. Wszystko trzeba kupować w wielopakach! Jak jogurty, to 6. Jak lody, to 4. Jak ziemniaki, to 5 kilogramów. Jak wino, to od razu dwie butelki… No dobra, z tym ostatnim to akurat żart 😉 Dodatkowo w jednym supermarkecie zawsze się gubię, bo jest zawiły i gigantyczny, ma kilka wyjść na różne ulice i do tej pory to jedyny miejsce w Palmie, gdzie udało mi się zgubić. A w supermarketach są przede wszystkim… słodkości. No i w tych większych sklepach zawsze można znaleźć owoce morza (tam przechodzę szybszym krokiem). Śmieszą mnie np. pieczarki od razu pokrojone na plasterki. Wino za 1 EUR. Ciasto do naleśników, gotowe do zakupu w plastikowych butelkach. Mąka i olej w 5-kilogramowych/5-litrowych opakowaniach. I inne takie. Oczywiście największym wyzwaniem było znalezienie tutaj składników do przygotowania polskich potraw… Na spotkanie na uczelni w ramach kursu hiszpańskiego przygotowałyśmy tradycyjną sałatkę jarzynową z … ogórkami konserwowymi. A później zorganizowałyśmy także polską kolację dla mojego gościa i dla naszych nowych znajomych z pierogami i barszczem, który smakował jak sos do pizzy. Pierogi wzbudziły furorę. 300 sztuk, albo i więcej. 4 różne rodzaje. No, profeska 😉

Hiszpanie – uprzejmi, mili, uczynni, cieszą się, jak próbuję mówić poFB_IMG_1455916531214 hiszpańsku i zawsze są lekko zakłopotani, kiedy sami nie potrafią porozumieć się po angielsku. Poziom znajomości angielskiego na wydziale i na uczelni – rewelacja. Zaskoczenie totalne. Jeśli ktoś już mówi nieźle po angielsku, to z brytyjskim akcentem, którego ja akurat odtworzyć nie potrafię. W sklepach owszem, ciężko trafić czasem na kogoś, kto się nieźle komunikuje po angielsku (jak i wśród przyjaciół Fernando), ale nie narzekam. Może ciężko jest się z kimś zaprzyjaźnić na uczelni, ale przecież nie ukrywajmy – ja tam prawie wcale nie bywam, więc nawet za bardzo nie próbowałam. Mam jedną koleżankę Hiszpankę, którą poznałam dzięki mojemu wspaniałemu tutorowi i myślałam, że pęknę ze śmiechu, kiedy przedstawiała mnie swoim znajomym i ja wyciągając rękę mówię „Asia”, a ktoś mi odpowiada „Afryka”. Do teraz nie wiem, czy to był żart, czy prawdziwe imię 😉 Ah! I jeszcze coś gwoli wyjaśnienia, gdyby ktoś nadal się zastanawiał: nie, moi rodzice nie są fanami Azji i nie, nie jestem spokrewniona z Usherem i nie słucham r’n’b ;). Oprócz tego poznałam kolegów Fernando, którzy na razie są dla mnie mniej lub bardziej jedną wielką, tajemniczą masą. No i miałam parę doświadczeń z Hiszpanami na couchsurfingu i … tinderze – pomińmy to milczeniem 😉

Zwierzaki – na plaży dziesiątki kotów. W drodze na uczelnię owieczki, pawie i strusie. Na uczelni znowu koty, kaczki i czasem pawie. Uwielbiam! A skoro o faunie mowa, to przejdźmy do flory – drzewa cytrynowe, pomarańczowe, migdałowe i palmy ujmują mnie za serce za każdym razem, kiedy je mijam. Czyli ciągle. Ciekawe czy kiedyś przejdę nad tym do porządku dziennego i uwierzę, że to miejsce, w którym aktualnie jestem, to tak jakby mój tymczasowy dom… 😉2016-02-18 15.36.05

Totolotek – Prawie na każdym większym bądź mniejszym rogu ulicy jest totolotkowa budka, która się cieszy niegasnącą popularnością o każdej porze dnia. A po ulicach chodzi sobie pan, którego nazwałam panem totolotkiem, bo na szyi ma zawieszoną tacę z kuponami i wygląda trochę tak jak ci sprzedawcy popcornu i coca coli na stadionach w amerykańskich filmach. Zabawne 😉

Pogodne usposobienie – jeśli przejawem szczęścia i pogody ducha jest radosne podśpiewywanie i pogwizdywanie, to Hiszpanie chyba są szczęśliwym narodem. W domu, na uczelni, na ulicy mówią do siebie i śpiewają na głos. Mój współlokator też ciągle mówi do siebie i czasem w ogóle się nie orientuję, kiedy zadaje mi jakieś pytanie. W Polsce zawsze zastanawiałam się, czy mówienie do siebie to początkowe stadium choroby psychicznej, a tutaj… sama tak robię. Idę i tańczę, idę i śpiewam. Chyba po prostu naprawdę mi tu dobrze.

Sjesta, fiesta, manana – no cóż mogę powiedzieć, potwierdzone info 😉 Sklepy pozamykane w ciągu dnia. Knajpki i restauracje pełne tylko rankami i późnymi wieczorami. Fernando zaczyna gotować obiad o 21:10 i mówi: „Trochę wcześnie na obiad, no ale zjedzmy”. Imprezy w dyskotekach zaczynają się najwcześniej o 1:00, czyli jak ja zazwyczaj już ruszam w kierunku domu. No i nie ma pośpiechu, hakuna matata, spiesz się powoli, ciesz się życiem, jutro też jest dzień, co masz zrobić dzisiaj, zrób jutro… Zaczynam przyjmować wyspiarski, hiszpański styl życia 😉

P_20160218_154601

Palma

Naprawdę dobrze się tu czuję, pomimo drobnych problemów zdrowotnych. Mimo tego, że ciągle mi zimno, bo w mieszkaniach nie ma zazwyczaj ogrzewania. Ranki, wieczory i noce potrafią być naprawdę chłodne, prawie mroźne, ale mam nadzieję, że jeszcze tylko niedługo. Za to popołudnia są najczęściej piękne, bo jak tylko wychodzi słońce, to robi się ekspresowo ciepło. Ostatnio po wizycie w urzędzie poszłyśmy na pobliską plażę (zdjęcie powyżej) i wróciłam do domu już z zaróżowioną buzią 🙂

2016-02-15 18.20.21

W mieszkaniu spotykam od czasu do czasu robaki mniejsze i większe, ale jakoś nie panikuję – sorry, taki mamy klimat 😉 Za to kocham nasz balkon! Żeby na niego wyjść, trzeba co prawda skoczyć przez okno, bo nie mamy drzwi, ale jak już się wyskoczy, to jest super. Wielki balkon, z fajnymi widokami na ulice, w ogóle fajna jest też lokalizacja mojego mieszkania. Wszędzie prawie mogę chodzić pieszo, a wiecie, że na autobusy reaguję raczej alergicznie. Latem na naszym tarasie ponoć można spać i nawet kino domowe się robi i mecze wspólnie ogląda. Fernando, mój współlokator, chciał nawet zamontować tam basen, ale chyba sufit/dach by nie wytrzymał.

Fernando to w ogóle inna bajka – człowiek duch, pojawia się i znika. Jest niesamowicie sympatyczny, rozmawia ze mną w większości po hiszpańsku, więc nasze rozmowy polegają na tym, że on się komunikuje, a ja przytakuję. Ale dogadujemy się świetnie, zawsze pomaga mi, kiedy tylko czegoś potrzebuję, naprawia wszystko, co się popsuje, gotuje, sprząta, dzieli się zawsze tym, co ma (if you know what I mean), przedstawia mnie swoim znajomym i obiecał załatwić mi rower! AAAAAAA!

received_756170201184101

Palmą jestem po prostu zachwycona. Jak tylko wychodzę z domu, od razu mam dobry humor. „Stare miasto” jest przepiękne, wszystko przypomina mi i Hawanę, i Wenecję, i czuję się tutaj jak na wiecznych wakacjach, tylko bez turystów. Boję się trochę, że ich napływ w sezonie trochę zepsuje moje odczucia, ale … może już mnie wtedy tu nie będzie. Bo wyobraźcie sobie, że cała wyspa liczy niecały milion mieszkańców, a przez sezon przewija się tutaj 11-12 mln ludzi. Koszmar jakiś. Palma mimo tego, że to największe miasto Balearów jest stosunkowo mała – jak już się wie dokąd iść, to wystarczy 1-2 dni i miasto „zaliczone”. Powoli odkrywam też tutaj swoje ulubione miejsca, ale na razie mam ich stanowczo za mało. I kupiłam rolki! Chodzimy na rolki na fantastyczny nadmorski bulwar, to jedyne miejsce, gdzie ludzie nie patrzą na nas jak na wariatki. Pytałam nawet Fernando czy rolki są tutaj zakazane, ale stwierdził, że albo nie umiemy jeździć, albo za bardzo się cieszymy, albo zbyt sexy wyglądamy. Nie zastanawiałam się and tym, która opcja jest prawdziwa 😉 Generalnie: Palma to mega pozytywny zaskok. Prawie wszyscy nastawiali mnie negatywnie: poznasz samych Niemców… ani to Niemcy, ani Hiszpania… nic się nie dogadasz, bo wszyscy tam mówią po katalońsku… uciekłaś z Niemiec, a jedziesz do 17landu. A ja naprawdę czuję się tu świetnie. Aż chciałoby się powiedzieć: mogłabym tu zamieszkać! Ale kurczę, przecież ja tu mieszkam! Zrobiłam to! Przeprowadziłam się do Hiszpanii o czym zawsze marzyłam i uczę się hiszpańskiego o czym zawsze marzyłam! Jestem z siebie taaaka dumna! 🙂

2016-02-12 14.13.54

Pocztówki wysłane! Dotarły? 🙂

Ja i Matt Corby w głośnikach Was pozdrawiamy (Shit! Że też nie koncertuje ani w Hiszpanii, ani w Polsce!)

Oh ain’t you glad you been living ’round here
Ain’t you glad that you’re free

   received_1081993318489906

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s