Małe podróże · Rozmyślania

Rusz dupę.

Oh, jak dobrze się tu czuję.

Zmieniłam trochę swoje podejście do wielu spraw, staram się nie oczekiwać za wiele, nie nastawiać, ale cieszyć z tego co mam i do wielu rzeczy podchodzę już całkowicie bezproblemowo. Mało co jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Tę filozofię przekładam też stanowczo na swoje podróżowanie.

Ostatnio z lekkim rozbawieniem podchodzę do ludzi, którzy na siłę wymyślają sobie problemy. Owszem, mi też się to czasami zdarza, potrafię się godzinami zadręczać jakąś myślą, aż w końcu dojdę do wniosku, że „skoro zawsze sobie radziłam, to teraz też sobie poradzę”. Ale zaskakują mnie ludzie, którzy w każdej sytuacji potrafią znaleźć problem. W końcu to przecież wpływa na nich negatywnie, powoduje złe emocje, złość, rozgoryczenie, po co to sobie robić? Czemu nie „stanąć obok” i nie nabrać dystansu? Ostatnio koleżanka z pełnym rozżaleniem opowiadała mi o tym, jak cierpi w mieszkaniu, bo jej współlokator o 1 w nocy gotuje obiad. Inna koleżanka wyszła z knajpki, bo pan kelner powiedział jej, że nie obsłuży nas w tej chwili przy stoliku, bo jest zamieszanie i trzeba zamawiać przy barze. Innej koleżance nie wypaliły plany na wieczór, więc zamiast wyjść ze mną, postanowiła w pełnym rozżaleniu i złości siedzieć cały wieczór sama w domu. Nigdy w życiu nie wpadłabym na to, że mogą to być powody do tego, by samemu mieć zły humor, popsuć sobie wieczór. Dlaczego dla niektórych wszystko zawsze jest problematyczne? Dlaczego niektórzy zawsze szukają dziury w całym? Po co każą samych siebie? Przecież to jakieś emocjonalno-psychiczne sado-maso. Matko, jak ja dziękuję, że tak nie mam….

A tak na poważnie – jakkolwiek arogancko to zabrzmi – to tylko i wyłącznie moja zasługa.. Praca nad samym sobą zawsze jest najtrudniejsza. Dla wszystkich innych mamy miliony rad, a sami nie potrafimy nic w swoim życiu zmienić. Wiem, że pisałam już o tym wielokrotnie. Ale nadal uderza mnie to, jak ludzie niesprawiedliwie oceniają rzeczywistość, jak umniejszają twoje wysiłki, samemu sobie wymyślając milion przeszkód i wymówek, by czegoś NIE zrobić…

Ja nie mam recepty na szczęśliwe życie. Każdy ma swoje własne życie i na szczęście każdy ponosi odpowiedzialność tylko za swoje wybory i decyzje. Ale czasem nie mogę słuchać już tego użalania się nad samym sobą, że poniedziałek i znowu do pracy. To nie poniedziałek jest do dupy, to twoja praca, twoje życie i ty jesteś do dupy. Nie mogę słuchać niekończących się wywodów na temat studiów – błagam, co to za problem? Nie róbmy z licencjatu, magisterki, czy doktoratu nie wiadomo czego, to w większości przypadków TYLKO papier. Po co przeżywać tę dwójkę, tę poprawkę, ten warunek? Nie użalaj się nad swoją samotnością, jednocześnie zamykając się w domu i nie wychodząc do ludzi. Pewnie, najłatwiej powiedzieć „ja nie potrafię, nigdy nie będę szczęśliwa, zawsze będę samotna i niekochana” – a czy próbowałaś zaakceptować siebie? Albo względnie zmienić to, czego w sobie nie lubisz? Jak ktoś ma ciebie pokochać, skoro nawet ty sama siebie nie lubisz? I na koniec mój ulubiony, osobisty przykład z podróżami „Ty to masz fajnie, tyle podróżujesz. Ja tak nie mogę/nie umiem, zazdroszczę ci.” Czemu ja mam fajnie? Co ja mam takiego, czego nie masz ty? Co takiego umiem i potrafię ja, czego nie potrafisz ty? Może cię zaskoczę, ale… NIC nas nie różni. Może tylko to, że nie zamierzam siedzieć w domu i patrzeć, jak życie ucieka mi przez palce. Wszystko to kwestia priorytetów i wyborów. Chcesz podróżować, to podróżuj, nie szukaj sobie wymówek. Nie masz pieniędzy? Zarób. Boisz się? Pokonaj obawy, otwórz się, zaryzykuj. Nie znasz języka? Naucz się. Brakuje ci wiedzy, informacji? Czytaj, dopytuj. Myślisz, że mi to wszystko przyszło z łatwością? Otóż, może znowu cię zaskoczę, ale… NIE. Nie lubię latać samolotami. Często nie potrafię się zorganizować i nic zaplanować. Z lubością pakuję się w kłopoty i często na swojej drodze spotykam nieszkodliwych psychopatów. Nie lubię za bardzo być sama, chodzić sama na jedzenie, zwiedzać sama, bo jestem przyzwyczajona do tego, że wszystko dzielę z innymi. Nie jestem odważna. Łatwo popadam w paranoję. Bywam nieśmiała i mam ogromny problem z wychodzeniem z inicjatywą, albo z proszeniem o pomoc. Nie lubię się narzucać. Nie zawsze czuję się komfortowo sypiając u obcych ludzi, albo w ho(s)telach. Czasami boję się jak nie wiem co, autentycznie ogarniają mnie strach, panika i przerażenie. Ale to wszystko nie blokuje mnie przed tym, żeby naprawdę ŻYĆ – wg mojego pomysłu, mojej definicji i mojego szczęścia. Ciągle mam wiele do zrobienia, poprawienia, nauczenia się. Ale nie tracę apetytu na życie, bo mimo tego, że ta moja droga jest pokręcona, pod górkę i niejednokrotnie robię 3 kroki do przodu, tylko po to, żeby potem zrobić dwa w tył, to… to jest moja droga. Na niej się czuję najlepiej, nawet jeśli idę nią sama.

Czas jednak uczy pokory. Podróżowanie uczy nabierania dystansu. Im więcej podróżuję, tym więcej dowiaduję się nie tylko o sobie, ale też o swoim narodzie i swoim kraju. Nie potrafię podróżować totalnie bezrefleksyjnie, ciągle coś obserwuję, porównuję, analizuję. Mówi się w końcu, że podróże kształcą, a i owszem – kształcą, ale tylko tych „wykształconych”, jak to powiedział Jacek Walkiewicz i … powoli i ja mogę się pod tym podpisać.

Słyszałem wiele takich tekstów przez całe życie typu: -Człowiek się uczy na błędach. -Co nie zabije to wzmocni. -Podróże kształcą. To wszystko nieprawda. Nie podpisałbym się pod tym i moim dzieciom bym tego nie powiedział. Bo jestem psychologiem od 25 lat i znam ludzi, którzy potrafią 10 lat walić głową w ścianę. I ciągle są zdziwieni, że ich głowa boli a ściana stoi. Także człowiek się uczy na błędach wtedy kiedy wie, że je popełnia. Podróże kształcą? Tak, ale tylko wykształconych ludzi. Ludzie jadą do Egiptu, stoją pod piramidami i mówią: Patrz jaka niska, wyższa się wydawała. I to jest koniec refleksji na temat 3 tysięcy lat historii. Jadą do Meksyku i na pytanie ‚Jak było?’ mówią: Meksyk jak Meksyk ciepło było. […] No i co nie zabije to wzmocni, to nieprawda. Co nie zabije to, nie zabije, wcale nie musi wzmacniać. Potrafi sponiewierać i zostać na całe życie. ” – Jacek Walkiewicz

Lubię swoje podróżowanie. Coraz częściej jednak podróżuję sama, właśnie wychodząc ze swojej strefy komfortu i … własnie wtedy czuję, że żyję i właśnie wtedy zaczyna mi się podobać. Chociaż nadal próbuję się do tego w 100% przekonać. Każdy lubi co innego, każdy ma swój styl podróżowania, swoje preferencje, upodobania, nawyki… Nie mówię, że to źle – wręcz przeciwnie, po prostu inaczej! A to, co jest inne, jest zazwyczaj interesujące. Ale ja i tak lubię najbardziej swoje podróżowanie i w tej kwestii rzadko jestem w stanie pójść na duże kompromisy.

Miało być o Madrycie, a jak zwykle wpadłam w filozoficzny nastrój i rozwodzę się nad wszystkim. Chyba nigdy w życiu nie napiszę rzeczowego tekstu, pełnego praktycznych wskazówek i merytorycznych informacji. Ale czy ja w ogóle chciałabym tak pisać? Te moje pisanie, jak i moje podróżowanie, i w ogóle ostatnio moje życie, pełne jest chaosu, emocji, rozkmin życiowych, nieprzemyślanych decyzji. Ale to, czego nie można zmienić, trzeba zaakceptować. A ja nie dość, że to zaakceptowałam, to chyba nawet to polubiłam.

Jeżeli ci się nie podoba twoje życie, to je zmień. Tylko tyle i aż tyle. Odwagi! A co masz do stracenia? Ja ci powiem. Życie.

„Twoje życie w Twoich rękach”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s